Mróz nie zaskakuje. Zaskakuje, że wciąż nie jesteśmy na niego gotowi
Za nami kolejny bardzo mroźny weekend. W wielu regionach kraju nocami temperatura spadała poniżej –20°C, a opady śniegu ponownie obciążyły infrastrukturę transportową i techniczną. Choć przy tak niskich temperaturach opady są zazwyczaj rzadsze ze względu na mniejszą wilgotność powietrza, w ostatnich dniach suchy, sypki śnieg w połączeniu z silnym mrozem dawał się szczególnie we znaki. Nie był to pierwszy taki epizod tej zimy, dla wielu obiektów oznaczał on ponowny test odporności operacyjnej – od lotnisk i węzłów komunikacyjnych, po centra logistyczne i infrastrukturę publiczną. Trudno jednak mówić o zaskoczeniu – w Polsce surowe zimy nie są niczym nowym. Zaskakuje raczej to, jak często wraz z mrozem wraca pytanie, czy infrastruktura – i codzienne życie jej użytkowników – faktycznie są na takie warunki gotowe.

Choć zima bywa nieprzewidywalna, jej skutki rzadko są zaskoczeniem. Problemy, które eskalują w na przełomie roku, w rzeczywistości zaczynają się znacznie wcześniej na etapie planowania, projektowania i utrzymania infrastruktury.
Gdy śnieg staje się problemem systemowym
Ostatnie dni pokazały, że nawet krótka, lecz intensywna fala mrozów wystarcza, by ujawniły się słabe punkty systemu. Oblodzone nawierzchnie, ograniczona przepustowość kluczowych ciągów komunikacyjnych czy opóźnienia wynikające z konieczności ręcznych interwencji wracają przy każdym takim załamaniu pogody. Zima nie zaskakuje samą temperaturą – zaskakuje skalą konsekwencji.
Problemy, które eskalują podczas silnych mrozów i opadów śniegu, rzadko mają swoje źródło w samej pogodzie. W praktyce zaczynają się dużo wcześniej – na etapie projektowania, planowania i utrzymania infrastruktury. Gdy ujemne temperatury utrzymują się przez wiele godzin, a śnieg dosypuje warstwami, klasyczne metody zimowego utrzymania szybko przestają być wystarczające.
W takich warunkach kluczowe elementy infrastruktury – płyty postojowe, drogi dojazdowe, rampy techniczne czy ciągi piesze – mogą w krótkim czasie stracić pełną funkcjonalność. Każde opóźnienie kumuluje się w całym systemie operacyjnym, wpływając nie tylko na logistykę, ale także na bezpieczeństwo personelu i użytkowników. Zima staje się wówczas problemem systemowym, a nie incydentem pogodowym. Dość mocnym przykładem było lotnisko w Modlinie, gdzie w sylwestra około tysiąca osób utknęło w samolocie, na terenie lotniska czy w terminalu.
Mróz obnaża wcześniejsze decyzje
Podobnie jak w przypadku instalacji grzewczych w budynkach, infrastruktura zewnętrzna najczęściej zawodzi nie dlatego, że warunki były ekstremalne, lecz dlatego, że zabrakło rozwiązań zapobiegawczych. Tam, gdzie utrzymanie nawierzchni opiera się wyłącznie na reagowaniu po fakcie, koszty rosną, a ryzyko przestojów staje się stałym elementem sezonu zimowego.
Coraz więcej zarządców obiektów publicznych i przemysłowych dostrzega, że skuteczne zarządzanie zimą nie polega wyłącznie na usuwaniu skutków opadów, lecz na zapobieganiu ich konsekwencjom. Stałe utrzymywanie newralgicznych powierzchni w stanie wolnym od lodu i śniegu pozwala ograniczyć liczbę interwencji, poprawić bezpieczeństwo i zachować ciągłość działania nawet podczas długotrwałych mrozów.
Systemowe podejście do zimy oznacza eliminowanie problemu, zanim zdąży się on nawarstwić. Instalacje MeltAway, stosowane m.in. na podjazdach, rampach i ciągach komunikacyjnych, działają prewencyjnie. Ich rolą nie jest reagowanie na skutki mrozu, lecz utrzymanie nawierzchni w stanie bezpiecznym i przewidywalnym, bez konieczności uruchamiania trybu awaryjnego. Dzięki takim rozwiązaniom nie mamy przysłowiowego, mądrego Polaka po szkodzie – wskazuje Adrian Kisiel ekspert firmy GF Building Flow Solution (dawniej Uponor). Rola instalacji podgrzewających powierzchnie użytkowe nie polega na „walce z zimą”, lecz na neutralizowaniu jej skutków w sposób kontrolowany, bez angażowania dużych zespołów i ciężkiego sprzętu w warunkach presji czasowej – dodaje.
Miniony weekend po raz kolejny pokazał, że odporność infrastruktury nie zależy wyłącznie od warunków atmosferycznych, lecz od decyzji podejmowanych z wyprzedzeniem. Tam, gdzie zima jest traktowana jako scenariusz operacyjny, a nie sytuacja kryzysowa, mrozy nie paraliżują systemu. Tam natomiast, gdzie działania zaczynają się dopiero po pierwszych opadach, każda kolejna fala zimna oznacza powrót tych samych problemów.



