Każdego dnia zostawiamy ok. 30 elektronicznych śladów. Przechodząc pod kamerą, płacąc kartą, używając komórki czy zbierając punkty w programie lojalnościowym. Firmy inwestują duże pieniądze, aby zdobyć o nas coraz więcej informacji - pisze "Rzeczpospolita".


Rzeczpospolita 10.11.2008 r.
Kto zostawia dane osobowe. Informacje o sobie zostawiamy na każdym kroku. Największymi bazami danych osobowych dysponują banki, operatorzy telekomunikacyjni, firmy zajmujące się dostarczaniem energii elektrycznej czy gazu, właściciele serwisów internetowych.

Wystarczy wyjść na ulicę
, żeby znaleźć się w zasięgu kamer przemysłowych. Pod ich czujnym okiem zrobimy zakupy niezależnie od wielkości sklepu – nawet w najmniejszych, osiedlowych czeka na nas przynajmniej jedno szklane oko.
Pretekstem jest oczywiście ochrona przed kradzieżą, ale mają też inne zastosowanie. – Analizujemy dane, które w ten sposób uzyskujemy. Dzięki temu możemy lepiej określić najruchliwsze miejsca w sklepie pod kątem ustawiania tam np. stoisk promocyjnych – mówi Agnieszka Łukiewicz-Stachera, rzecznik sieci hipermarketów Real.

Ile kamer obserwuje klientów w trakcie zakupów
– tego dokładnie nie wiadomo, a same sieci nie chcą podawać tego typu informacji. Zajmujące się instalowaniem takiego sprzętu firmy nieoficjalnie przyznają, że w przypadku jednego hipermarketu obserwuje nas ich nawet 60. Tylko w sklepach ogólnospożywczych ich liczba oscyluje w okolicach 300 tys.
Dochodzą sklepy odzieżowe, obuwnicze i wiele innych, które także bacznie analizują takie dane. Liczone są nawet osoby przechodzące obok witryny. Wszystko czemuś służy – jedna z firm odzieżowych jedynie na podstawie udokumentowanej kamerami obserwacji, że wielu klientów na zakupy zabiera dzieci, zdecydowała o wprowadzeniu do sklepów specjalnej kolekcji właśnie dla nich przeznaczonej. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Ale na zakupach inwigilacja się nie kończy.
Kartami otwieramy drzwi do miejsca pracy, korzystamy z telefonów – a każdy aparat można łatwo wyśledzić i określić jego położenie z dokładnością nawet do kilkunastu metrów. W naszym kraju ok. 20 mln osób używa komórek, więc przebieg ich dnia może zostać szczegółowo odtworzony. W Polsce banki prowadzą ok. 20 mln rachunków ROR, których historia wiele o nas mówi. Z kolei w Biurze Informacji Kredytowej zarejestrowanych jest 22 mln osób – za udostępnianie danych o naszych zaległościach banki płacą, a jeśli system wykaże zaległości, możemy zapomnieć o kredycie.

Skrupulatnie zbierane dane mają wielką wartość.
Firmy zapewniają, że są one chronione, ale nie jest tajemnicą, iż wiele baz jest wymienianych lub sprzedawanych. Wystarczy wysłać SMS w głosowaniu w jakimkolwiek telewizyjnym programie, by telefon przez kilka tygodni był bombardowany ofertami serwisów randkowych czy horoskopów.
– Widzimy oczywistą sprzeczność. Z jednej strony Polacy cierpią na prawdziwą obsesję prywatności. W budynkach nie ma spisów lokatorów, na domofonach nie ma tabliczek z nazwiskami, co jest normą we Francji – mówi prof. Maria Lewicka z Katedry Psychologii Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. – Z drugiej zaś wręcz chętnie wystawiamy się na inwigilację, chcemy instalować wszędzie kamery, dokładamy do portfeli kolejne karty, na które zbieramy punkty, wcześniej wypełniając kwestionariusz, gdzie sami podajemy wszystkie dane. To oczywisty paradoks, ale trudno to logicznie wytłumaczyć.
Zakładając darmowe skrzynki e-mailowe na portalach internetowych, podajemy wiele informacji na swój temat. Polacy mają takich kont ok. 14 mln, choć w przypadku przynajmniej części z nich podawane dane mogą nie być zupełnie prawdziwe. Kopalnią danych są też serwisy społecznościowe, jak Grono, GoldenLine czy oczywiście Nasza-Klasa, gdzie działa 13 – 14 mln profili.