Co wspólnego mają: samochód i powietrze? Francuska firma Moteur Development International rozpoczęła produkcję samochodu napędzanego... sprężonym powietrzem. Ważna to informacja na co najmniej 50 lat przed planowanym wyczerpaniem złóż ropy naftowej.

Auto ma trafić na rynek już w przyszłym roku, a na razie trwają negocjacje ze stacjami benzynowymi, które mają udostępnić sprężarki do "tankowania" powietrza. Choć brzmi to jak wizja rodem z książki Juliusza Verne’a, wynalazek jest jak najbardziej prawdziwy, a zasada jego działania jest całkiem prosta.
Zaprojektowane przez MDI auto zamiast zbiornika paliwa posiada butlę ze sprężonym powietrzem, które pod wysokim ciśnieniem trafia do tłoków, porusza je, a te uruchamiają napęd; jeden bak starcza na około 300 km jazdy. Rozwijające prędkość 110 km/h auto jest pomyślane jako pojazd przeznaczony głównie do jazdy po mieście. Ma też zalety jeszcze ważniejsze: jest ekologiczny i porusza się bezszelestnie, co na pewno odbiłoby się pozytywnie na zdrowiu mieszkańców miast, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich organizmy są obciążone nadmierną ilością i natężeniem dźwięków.
Co niezwykle ciekawe, pomysł na napęd nie powstał w laboratoriach Francuzów, ale w głowie... Ludwika Mękarskiego, na dodatek prawie 140 lat temu! Polski inżynier, który pracował we Francji, zastosował go w tramwajach w Nantes, gdzie 40-kilometrowa sieć obsługiwała pasażerów już w 1879 roku. Mało kto wie, że podobne linie posiadał też Paryż, a nawet Nowy Jork, ale żadna z nich nie przetrwała udoskonalenia silników spalinowych i elektrycznych.
Jak wyżej wspomniano tak napędzany samochód porusza się niemal bezszelestnie i nie zanieczyszcza atmosfery spalinami. Mało tego. Dzięki wbudowanym filtrom zabezpieczającym mechanizm pojazdu przed zatkaniem opuszczające rurę wydechową powietrze jest czystsze od tego, które wpompowano do zbiornika.
Krytycy "najczystszego środka lokomocji od czasu sandałów z wikliny" - jak nazwał autko motoryzacyjny magazyn "Top Gear" - oskarżają projektantów o hipokryzję. Wszak elektryczne sprężarki napełniające zbiornik korzystają z pracy tradycyjnych elektrowni wypuszczających do atmosfery produkty spalania węgla. Autorzy pomysłu wskazują, że dzięki pneumatycznym samochodom spadnie przede wszystkim zanieczyszczenie powietrza w najbardziej newralgicznych rejonach - centrach miast, gdzie zagęszczenie ruchu ulicznego jest największe. Poza tym "hurtowa" produkcja energii w elektrowniach jest o wiele przyjaźniejsza dla środowiska niż przepuszczanie benzyny przez rury wydechowe setek tysięcy samochodów w różnym stanie technicznym. Nie bez znaczenia jest też wysoka sprawność pneumatycznego silnika. W warunkach miejskich jest ona dwukrotnie większa niż w zwykłym silniku benzynowym. Przy tej sprawności w silniku spalinowym jeden litr benzyny wystarczyłby na przejechanie nawet 200 kilometrów! Jedynym produktem pochodnym ropy naftowej, bez którego auto nie może się obyć, jest olej. Dzięki niskiej temperaturze, w której pracuje silnik, oleju nie trzeba jednak wymieniać częściej niż co 50 tys. km.
Aby zmniejszyć wagę modelu, w samochodzie zastosowano dodatkowo kilka ulepszeń. Karoserię wykonano z włókna szklanego. Około 20 kg udało się zaoszczędzić, redukując instalację elektryczną. Reflektory, kierunkowskazy, oświetlenie tablic rejestracyjnych itp. łączy tylko jeden kabel zasilający. Włączanie i wyłączanie lamp odbywa się przez radio z nadajnika zamontowanego pod deską rozdzielczą.
Osiągi tak napędzanego autka nie wzbudzą raczej szacunku miłośników ekstremalnych rozrywek. Samochód rozwija maksymalną prędkość 110 kilometrów na godzinę, co czyni z niego odpowiednik typowego miejskiego samochodziku idealnego do dojazdów do pracy lub zakupów w supermarkecie. Produkcja autka w pierwszej z licencjonowanych fabryk w Hiszpanii ma ruszyć już w tym roku. Równocześnie trwają negocjacje ze stacjami benzynowymi gotowymi udostępnić sprężarki do "tankowania" pneumatycznych samochodów. Osoby, którym dane było zasiąść za kierownicą powietrznego wehikułu, nie wspominają na razie, czy można nim ruszyć z piskiem opon.
Po raz kolejny okazuje się, że postęp wcale nie musi oznaczać pościgu za nowością, że czasem wystarczy pójść po rozum do głowy i powrócić do dobrych pomysłów z przyszłości. Bo czyż zamiana naszych nowoczesnych, opracowanych w XXI wieku silników spalinowych na te oparte na XIX-wiecznym projekcie nie byłaby faktycznym krokiem do przodu?

Samochód na sprzężone powietrze.
Model Familly (Moteur Development International)


Samochód na sprzężone powietrze.
Model Taxi (Moteur Development International)


Komentarze

  • rewelacja, tylko dlaczego to tak długo trwało

    Czas najwyższy żeby odciążyć trochę zadymioną atmosferę. To bez wątpienia jedna z najbardziej pozytywnych informacji jaka do mnie ostatnio dotarła. Zaczynam mieć złudzenia, że może jadnak mamy szanse przetrwać w obliczu źródeł energii odnawialnej.