Certyfikat energetyczny można kupić w Internecie nawet za kilkaset złotych. Nowelizacja prawa budowlanego wprowadza dla osób sporządzających certyfikaty surowszą odpowiedzialność.


Nabywcy i najemcy nieruchomości z rynku wtórnego rzadko są zainteresowani certyfikatami energetycznymi. Dzieje się tak dlatego, że jakość tych dokumentów jest niska i nie spełniają swojego zadania. Zgodnie z przepisami świadectwa miały pokazywać zużycie energii w budynku czy mieszkaniu, a tym samym koszty ich ogrzewania. W Internecie bez trudu można znaleźć ogłoszenia o sporządzeniu certyfikatu za niewielką opłatą (już od kilkudziesięciu do kilkuset złotych) oraz bez zbędnych formalności. Zainteresowany musi przez Internet wypełnić jedynie ankietę, podając w niej rodzaj budynku, jego wiek, powierzchnię użytkową, rodzaj ogrzewania, liczbę okien oraz położenie budynku. Już po kilkunastu dniach od wysłania ankiety i uregulowania należności otrzymuje się pocztą gotowy certyfikat.
Wartość takich certyfikatów jest minimalna. Przekazanie danych umożliwia podstawienie ich do wzorów i wyliczenie wartości, na podstawie których można sporządzić certyfikat. Jednak osoba, która nie widziała budynku, nie ma pewności, że dane są prawdziwe.
Pomimo małej wiarygodności certyfikatów sporządzanych na odległość, nie brakuje na nie chętnych. Ich ceny są konkurencyjne wobec cen certyfikatów sporządzanych uczciwie. Nie przekraczają np.500 zł za dom jednorodzinny. W przypadku nowo wybudowanych mieszkań i domów, nawet powstałych w systemie gospodarczym każdy inwestor i właściciel ma obowiązek posiadania certyfikatu energetycznego. – Nie ma żadnej dowolności i w każdym przypadku konieczny jest certyfikat. Bez tego dokumentu właściciel nie może przystąpić do użytkowania budynku. Konieczne jest więc jego dołączenie do zawiadomienia o zakończeniu budowy lub wniosku o pozwolenie na użytkowanie budyn ku – wyjaśnia Zbigniew Radomski, dyrektor Departamentu Rynku Budowlanego i Techniki w Ministerstwie Infrastruktury.
Problem jednak w tym, że nikt nie sprawdza jakości certyfikatów. Przy oddawaniu budynku do użytkowania dla urzędnika liczy się tylko to, że złożona dokumentacja jest kompletna, czyli że zawiera m.in. certyfikat. Większość prywatnych inwestorów (najczęściej ci, którzy domy i inne budynki wznoszą w systemie gospodarczym) woli więc wydać kilkaset złotych zamiast kilku tysięcy.
Źródło: PolskiInstalator.com.pl