„Budownictwo dla budowlańców” - taka maksyma funkcjonuje w krajach, gdzie budownictwo jest na wysokim poziomie i nikt nie martwi się bezrobociem, a ludzie innych nacji namiętnie tam imigrują. Może warto więc przyjrzeć się dokładnie, gdzie tkwi tajemnica sukcesu.


Pracując wiele lat w budownictwie
w Polsce jako projektant instalacyjny
miałam do czynienia z mnóstwem
uzgodnień w administracji państwowej,
specyfiką przetargową i realizacją
obiektów. I mam przyjemność
wiedzieć, jak to nie funkcjonuje. W
Polsce istnieje rynek inwestora i
prawda jest taka, że jest on na tyle
zabezpieczony, że jest w stanie wybudować
trzy obiekty za te same pieniądze,
co w krajach ze świetnie rozwijającym
się budownictwem. Po
części z pieniędzy podwykonawców,
różnych ubezpieczeń osób biorących
udział w procesie budowy, bankowych
i swoich własnych. Mam tu na
myśli inwestorów prywatnych, jak i
instytucjonalnych.
Ale chcę się skupić na tym, jak
pobudzić polskie budownictwo, a
nie na jego mankamentach, bo na
polskim budownictwie nikt się nie
powinien uczyć.
Wielkie tomy różnych interpretacji
istniejących przepisów studiowane
przez inżynierów, którzy chcą
być na bieżąco, przyprawiały o zawrót
głowy samych czytających.
Gdzie się podziała logika, przyjemność
pracy, dobre kontakty z ludźmi
- co przepis to 10 interpretacji
urzędowych nijak się mających do
realiów budowy. Wszystkie te naukowe
dysputy można wyrzucić do
kosza, jeśli nie widać dobrych efektów
oraz gdy błędne są założenia.
Rezultat jest ocenialny wprost na
budowie. Ocena jest zła, a więc
trzeba wrócić do założeń. Urzędnik,
który nie miał odwagi być projektantem,
jest w Polsce ważniejszy
niż projektant z doświadczeniem:
„bo nie wydam dokumentu”, często
padała odpowiedź. Wszystko ma
być zgodnie z prawem, oczywiście,
ale coś tu nie gra.
Dobre założenia

Co więc wg mnie ożywi polskie
budownictwo?
1. Budownictwo dla budowlańców
(ten temat porusza niniejszy tekst).
2. Zmiana założeń do organizacji
procesu budowy, np. usunięcie funkcji
inspektora nadzoru i przekazanie
jego obowiązków projektantom.
3. Zmiana sposobu uzyskiwania
dokumentów, pozwoleń na budowę,
uzgodnień z dostawcami mediów
pod kątem przekazania w ich ręce
większej decyzyjności, sposób prowadzenia
korespondencji.
4. Dobra atmosfera na budowie,
ale to już jest efekt uboczny ww. tematów.
Budownictwo zawsze napędzało
koniunkturę i zapewniało pracę.
Szybki rozwój budownictwa na
pewno jest spowodowany możliwością
zbytu jego produktów, a do tego
są potrzebni klienci. Jeśli budowlańcy
dobrze zarabiają, są z kolei
dobrymi klientami dla inwestorów
lub sami stają się inwestorami.
Jeśli spełniony jest powyższy warunek,
dobrze prosperują hurtownie
materiałów budowlanych, transport.
Odprysk takiej prosperity to obfitujące
w klientów puby, restauracje,
hotele, które wtórnie napędzają koniunkturę i się rozbudowują.Money
makes the world goes round!
To
stare jak świat powiedzenie, nie zawracajmy
więc Wisły kijem.
W dobrze zorganizowanym budownictwie,
jeśli inwestor nie ma
pieniędzy, to niech nie buduje i nie
zawraca nikomu głowy, bo nikt nie
będzie dokładał do jego interesu. Ale
rynek wykonawców nie zależy tylko
od rozwiązań administracyjnych i organizacji
budowy, ale również od ich
świadomości, czy będą pracować za
marne pieniądze. Warto sobie więc w
tym miejscu odpowiedzieć na pytania:
kto zaniża ceny za pracę i o czym
to świadczy. Sami Polacy-wykonawcy
muszą dbać o swoje interesy, nikt za
nich tego nie zrobi! Czy Polacy zawsze
muszą żyć od przewrotu do
przewrotu? Gdy są dobre warunki życia,
nikt nie musi nic przewracać.
Przecież lepiej jest wykonać trzy projekty
w miesiącu za godziwe pieniądze,
mając czas na ich przemyślenie,
pracując maksymalnie 9 godz. dziennie
niż siedem projektów w gonitwie
i pracując 12 godzin dziennie.
Oczywiste „tajemnice” prosperity
Jeśli chodzi o to, jakie stawki obowiązują
w momencie wyboru oferenta,
to z moich obecnych doświadczeń
(w kraju, gdzie również obowiązuje
najniższa cena za realizację prac na
budowie) wynika, (zakładając, że
szacowany koszt prac instalacyjnych
wynosi np. 500 000 euro), że żadna z
ofert podwykonawców nie była niż-
sza od tej kwoty. Świadczy to o tym,
że sami budowlańcy dbają o własne
interesy. Nie wygrał na tej budowie,
to będzie następna.
A jak jest w Polsce? Kosztorys projektu
na wentylację mechaniczną
przy niskich już stawkach wynosi
140 000 zł netto, a wygrywa oferta za
80 000 zł. Co na to inwestor? Mam
takiego „jelenia” co mi to zrobi, to
czemu nie. Co na to wykonawca? Nie
chce płacić, to mu nie zrobię dobrej
automatyki lub nie zapłacę dostawcom,
niech się sądzą.
Jest jeszcze jedna tajemnica prosperity
budownictwa, może najważniejsza, bo same pieniądze na papierze
nic nie znaczą. Zapłata za wykonaną
pracę to jest honor i najwyższa
powinność.
Nie załatwi solidnych (terminowych,
o dobrej wartości) płatności
żaden sąd, jeśli nie będzie to wynikiem
dobrej woli stron. Cały czas poświecony
na sądy można przeznaczyć
na dobrze wykonywane obowiązki i
ciekawsze zajęcia. Termin płatności
to maksymalnie 14 dni. Taki termin
umożliwia zaplanowanie wypłat dla
pracowników, urlopy, szukanie następnych zleceń. W Polsce zrobiła się
moda na niepłacenie i podejście
(80% przypadków): tylko głupi płaci
o czasie. Zmiana w psychice takich
ludzi będzie wymagała najwięcej czasu.
Jeśli na budowie w kraju prosperity,
któraś z branż wychyli się, że nie
dostała jeszcze zapłaty od pewnego
delikwenta, to on kaja się przez 10
minut i do następnego spotkania jest
wszystko uregulowane. Architekci w
Polsce często płacą branżystom po
pół roku z miną wyrażającą: jeszcze
śmiesz się dopominać, co za tupet!
W Polsce jest ogromny głód mieszkań
i środków finansowych na ich realizację, a przy tym mamy dobrze wykształconą
kadrę oraz wielu ludzi z
fantazją, czyli idealne pole do osiągnięcia boomu w budownictwie.
Może zamiast budować drugą Japonię warto wziąć się raz a dobrze za
Polskę, przy 36 milionach ludzi (tyle
było jak wyjeżdżałam), jest tu po pachy
roboty. To hajda do pracy!
Jak to zrobić, proszę poczekać na
kolejne artykuły.
with sunny regards
Autor: Anna Tokarczuk
Źródło: