Nadchodzące mrozy powodują, że coraz częściej nerwowo spoglądamy na termometry, zastanawiając się, czy tym razem zima da nam popalić i czy kolejny sezon grzewczy nie obciąży zbyt mocno domowego budżetu. Spać spokojnie mogą ci, którzy wybrali ekonomiczne źródło ciepła, na przykład kotły opalane pelletem. O zaletach tego ekologicznego rozwiązania opowiada Krzysztof Romaniak z firmy Hoven.

Pellet pełen zalet!
W Polsce do ogrzewania gospodarstw domowych, które nie mają dostępu do ciepła sieciowego, używa się najczęściej węgla kamiennego. Jest to wyjątek w skali Unii Europejskiej, która od wielu lat sukcesywnie odchodzi od tego paliwa. Dzieje się tak między innymi ze względu na dużą emisję dwutlenku węgla podczas spalania tego opału, co przyczynia się do globalnego ocieplenia. Obecnie jednak na rynku kotłów na paliwa dostępne są takie, które zapewniają niskie koszty ogrzewania lub neutralny wpływ na środowisko naturalne. Przykładem takiego uniwersalnego rozwiązania, łączącego w sobie obie te cechy, są kotły na pellet.

Ciepło ekologiczne

Pellet to specjalne granulki ze sprasowanych trocin i wiórów drewnianych, kory, słomy czy łusek słonecznika. Dzięki temu, że są one pochodzenia roślinnego, mają neutralny wpływ na nasze otoczenie. „Pellet cechuje się zerową emisją dwutlenku węgla” – tłumaczy Krzysztof Romaniak z firmy Hoven. „Jest tak dlatego, że przy spalaniu tego paliwa uwalnia się CO2, wcześniej zaabsorbowany podczas wzrostu roślin, z których następnie wytworzono pellet. Dzięki temu powstaje obieg zamknięty – spalany pellet uwalnia dwutlenek, który następnie wchłaniany jest przez drzewa, z których powstaje kolejny pellet.” Co istotne, w porównaniu do węgla, czy ekogroszku, spalanie pelletu wiąże się również ze zdecydowanie mniejszą emisją tlenku węgla czy dwutlenku siarki, które również są substancjami szkodliwymi dla środowiska i naszego zdrowia.


Podczas wyboru kotła grzewczego, nawet częściej niż o ekologii myślimy o własnym portfelu. Jak się okazuje i w tej kategorii pellet wydaje się być bezkonkurencyjny. Koszt wytworzenia 1 gigadżula (GJ) energii z tego rodzaju paliwa to obecnie około 33 zł, podobnie jak w przypadku węgla i znacznie mniej niż w przypadku gazu ziemnego czy propanu. Natomiast energia z oleju opałowego jest niemal trzykrotnie droższa i wynosi ponad 100 zł/GJ.

Wybierając rodzaj kotła brać musimy również pod uwagę przyszłe ceny surowców naturalnych. Jak wiadomo, ropa, węgiel czy gaz ulegają stopniowemu wyczerpaniu, a więc przy stałym zapotrzebowaniu ich ceny będą rosnąć. W przypadku pelletu sytuacja jest inna. Drewno czy słoma, z którego powstaje pellet, to tzw. biomasa, czyli jedno z wielu odnawialnych źródeł energii. Ponieważ zasoby biomasy są właściwie niewyczerpalne, ich cena nie jest narażona na ryzyko wzrostu” – tłumaczy Krzysztof Romaniak z firmy Hoven.

Pellet czy ekogroszek?

Porównując pellet z węglowym ekogorszkiem, oprócz porównywalnej ceny i zdecydowanie lepszych walorów ekologicznych pelletu, należy wziąć pod uwagę szereg innych właściwości. Ekogroszek jest materiałem brudnym, pakowanym często w jutowe worki, które leżąc na składzie „pod chmurką” mogą tracić swoją kaloryczność – nawet o 25% w dwa miesiące. Pellet zwykle pakowany jest w szczelne opakowania i nie podlega magazynowaniu, a system dystrybucji powoduje, że do klientów trafia zwykle świeża partia. Ponieważ ekogroszek czeka na transport na dworze, może on w znacznym stopniu nasiąkać wodą, co w konsekwencji prowadzi do uszkodzenia kotła. Niekwestionowaną zaletą pelletu jest również znikoma ilość odpadów – tona tak przygotowanej biomasy wytwarza jedynie około 4 kg popiołu, podczas gdy ekogroszek, często zanieczyszczony, może pozostawiać po sobie nawet 100 kg popiołu na każdą tonę paliwa.
Pellet jest paliwem, które spełniać musi wiele norm, również dotyczących kaloryczności. Decydując się na piec opalany ekogroszkiem, nigdy nie mamy pewności co do źródła węgla, jego składowania i zanieczyszczeń, dlatego w worku, zamiast wysokokalorycznego opału, znaleźć możemy przysłowiowego kota. Pellet natomiast gwarantuje wysoką jakość i niską cenę.” – podsumowuje Krzysztof Romaniak.