King KAN – kangur z warszawskiego ZOO świętuje szczególny jubileusz. Pięć lat temu zaadoptowała go spółka KAN z Kleosina, producent instalacji wodnych i grzewczych.

Jubileusz współpracy KAN z ZOO
W ten sposób KAN postanowił wesprzeć warszawski ogród zoologiczny, łącząc to z oryginalną, humanitarną i skuteczną formą promocji firmy. To właśnie dzięki takim sponsorom jak KAN, ogród zyskał świetność, a zwierzęta warunki życia i wybiegi o europejskich standardach.

- Odpowiedzieliśmy na apel Fundacji Panda, „dobrego ducha” warszawskiego ZOO i wzięliśmy udział w akcji Honorowej Adopcji, której celem jest wyszukiwanie adopcyjnych rodziców dla podopiecznych, wspomagających ich utrzymanie – opowiada Grażyna Martynkin, dyrektor ds. inwestycji KAN i pomysłodawczyni projektu. – Przed laty, kiedy ZOO było dotowane przez państwo, ogród był nędzny, zwierzęta zamknięte w małych klatkach, a całość smutna i żałosna. To właśnie dzięki staraniom obecnej dyrekcji, fundacji i wsparciu sponsorów, warszawskie ZOO stało się miejsce niezwykłym, przyjaznym, z pięknym pachnącym grodem, gdzie zwierzęta są szczęśliwe, a zwiedzający nie muszą wyjeżdżać do egzotycznych krajów, by je podziwiać.

Podopieczny KAN to kangur rudy, największy z gatunku torbaczy, który w swoim stadzie w ZOO jest samcem Alfa. Spółka nie bez kozery wybrała tego właśnie zwierzaka, by promował jej markę.

- Już sama nazwa kojarzy się z naszą firmą: KAN-gur. Nie mogło więc być inaczej, kangur najbardziej nadawał się na „dziecko” naszej firmy – dodaje Grażyna Martynkin.

Ale wsparcie KAN dla ZOO to nie tylko utrzymanie zwierzaka – spółka regularnie organizuje zwiedzanie ogrodu dla swoich partnerów biznesowych i ich dzieci. Takie wyjścia organizowane są zawsze z okazji Dnia Dziecka, ale nie tylko.

- Umawiamy się bladym świtem, by patrzeć jak ogród budzi się do życia – opowiada Grażyna Martynkin. – Tylko rano możemy uczestniczyć w karmieniu lemurów, które żyją na lemurzej wyspie, a do której trzeba dotrzeć brodząc po kolana w wodzie. Dzieci cieszą się, że karmią „Król Juliana”, który „wyginając śmiało ciało”, pcha się do kramy. Lemury są bardzo przyjazne, a ich śniadanie to dla wszystkich zawsze wielka frajda.

Kolejna niepowtarzalna atrakcja wizyty to śpiew gibonów. Świadkiem tych wokalnych popisów można być tylko przed porannym karmieniem zwierząt – wtedy wydają z siebie głosy niczym operowi śpiewacy.

- Wrażenie jest naprawdę niesamowite, to trzeba usłyszeć – podsumowuje przedstawicielka KAN
Ale warszawskie ZOO to nie tylko zwierzęta. W programie większości wizyt, zorganizowanych przez KAN jest również zwiedzanie willi przedwojennego dyrektora ZOO - Jan Żabińskiego i jego żony Antoniny.

- W czasach okupacji państwo Żabińscy, w odruchu serca, pomagali Żydom szmuglowanym z terenów warszawskiego getta, ryzykując życiem własnym i rodziny – opowiada dyrektor Martynkin.

– Ta świadomość robi wstrząsające wrażenie – Warszawa płonąca, spływająca krwią powstańców, a w środku tego wszystkie ZOO, skrywające w swoich pomieszczeniach Żydów. Przecież to aż się prosi o scenariusz filmowy! – myślałam sobie. I moje marzenie spełniło się – państwo Żabińscy są bohaterami, powstającego w Hollywood filmu.

Z okazji jubileuszu pięciolecia opieki nad kangurem, KAN zorganizuje w czerwcu br. wyjątkowe spotkanie w ZOO – tym razem w nocy.

- Nie będziemy zdradzać teraz szczegółów, bo to niespodzianka. Ale zapewniam, że wycieczka będzie wyjątkowa i niezapomniana – mówi tajemniczo Grażyna Martynkin.

KAN od wielu lat czynnie angażuje się w sponsorowanie przedsięwzięć z różnych dziedzin życia – głównie kultury i sportu, wspiera także potrzebujących.