Dwutlenek węgla to jeden z głównych winowajców efektu cieplarnianego. O ile o konieczności jego redukcji mówią zgodnie wszyscy, to już propozycje sposobów oraz terminów wprowadzanych zmian potrafią poróżnić niemal każdego z każdym.


Przedstawiony przez Komisję Europejską projekt rozporządzenia dotyczący ograniczenia emisji CO2 z samochodów, który i tak był efektem długich negocjacji różnych grup lobbistycznych, wywołał istną burzę w szklance wody. Propozycja, by od 2012 roku nowe samochody mogły średnio emitować tylko 120 g dwutlenku węgla na każdy przejechany kilometr, a za przekroczenie dopuszczalnych norm producenci musieliby płacić kary (od 20 euro za każdy przekroczony g/km w 2012 roku, do 95 euro za każdy g/km), nie zadowoliła do końca żadnej ze stron.


Wprawdzie organizacje ekologiczne chciały, by kary za przekroczenie dopuszczalnych norm były dużo wyższe, to jednak i tak największą wrzawę podnieśli producenci motoryzacyjni. Po pierwsze, zarzucali tym propozycjom, że dyskryminują one branżę motoryzacyjną, nakładając kary znacznie przewyższające te, które istnieją w innych sektorach przemysłu, a także na innych kontynentach (w USA ok. 10-15 euro za każdy przekroczony g/km, zaś w Japonii ok. 6.000 euro dla całego producenta). Po drugie, okres, jaki pozostał do wejścia w życie tych przepisów, jest według producentów za krótki, by móc aż o 25% ograniczyć wskaźnik emisji CO2 (obecnie samochody w Europie emitują średnio 160 g/km). Po trzecie, i co chyba najważniejsze, tak szybkie dostosowanie się do tych norm spowodowałoby wzrost cen nowych samochodów, według różnych szacunków średnio od 1000 do nawet 3000 euro. A to wymusiłoby na producentach oszczędności, albo kosztem jakości czy wyposażenia, albo poprzez przeniesienie produkcji do innych "tańszych" krajów pozaeuropejskich. Czego następstwem byłyby masowe zwolnienia w krajach unijnych. Jednocześnie producenci podkreślają, że dotychczasowa redukcja dwutlenku węgla mogłaby być wyższa, ale sporo uwagi poświęcono kwestiom bezpieczeństwa - samochody urosły i stały się cięższe, a tym samym więcej spalają.
Żeby tego było mało, sami producenci mówią różnym głosem. Po jednej stronie barykady stanęli niemieccy producenci, po drugiej znalazła się koalicja francusko-włoska. Ci pierwsi, którzy produkują więcej dużych, a także sportowych pojazdów optują za ustaleniem limitów w powiązaniu z wagą auta. Koncerny z Włoch i Francji generalnie są za tym, by nie było odchyleń od limitów, a kary za nieprzestrzeganie norm rosły szybko. Powyższe kłótnie przeniosły się nawet do samej Komisji Europejskiej, gdzie starli się Stavros Dimas (komisarz ds. środowiska) z Gunterem Verheugenem (komisarz ds. przemysłu).
Okazuje się, że zgodności co do tempa wprowadzania bardziej restrykcyjnych norm nie ma także wśród różnych instytucji unijnych. W przyjętym przed paroma dniami przez Parlament Europejski sprawozdaniu poświęconym konkurencyjności europejskiego przemysłu motoryzacyjnego można znaleźć propozycje przesunięcia w czasie wiążących celów dotyczących emisji CO2. Europosłowie nie chcą, by Komisja ustalała je wcześniej niż na rok 2015, ponieważ opracowanie nowego rodzaju samochodu zajmuje od pięciu do siedmiu lat. Począwszy od 2015 roku, zdaniem posłów, możliwy będzie do osiągnięcia cel w postaci średniej emisji CO2 przez nowe samochody osobowe w wysokości 125 g/km.
Jednocześnie europosłowie chcą przeforsować rozwiązanie umożliwiające produkowanie pojazdów emitujących więcej CO2, bez ponoszenia kar z tego tytułu, o ile te dodatkowe emisje będą wynikać z zastosowania określonego wyposażenia zwiększającego bezpieczeństwo.

Źródło: mojeauto.pl