Paralotniarz umawia się z kolegami na wyjazd na latanie. Wstaje rano, ubiera się, wychodzi z domu, a tam wicher, zawierucha, ulewa i ślady po przymrozku. Spogląda w niebo. Mruczy do siebie: ,,Nie, kurczę, daruję sobie dzisiaj''. Wraca do domu. Rozbiera się cichutko, z ulgą wsuwa pod kołdrę i przytula do śpiącej tyłem do niego żony. Żona pyta:
- To ty?
- To ja - odpowiada paralotniarz.
- Zmarzłeś?
- Zmarzłem i zmokłem...
- No widzisz, a ten idiota pojechał latać.