Gość: Fryderyk
2006-10-07 00:00
Praca za granicą
Uwaga :
Do wszystkich którzy poszukują pracy zagranicą .
Poszukuję pracy około 1,5 roku ,oczywiscie za granicą.
Byłem na kilkunastu rozmowach niby kwalifikacyjnych.
Odbywa się to mianowicie dają ogłoszenie w internecie .
W tym ogłoszeniu rewelacja prawie złote góry ,natomiast na rozmowie na którą zjeżdżają ludzie z całej polski wychodzi szydło z worka.
Dają marne 3000 zł które są możliwe w polsce przy dłuższej pracy jak 8 godzin.
Zamiast napisać odrazu jakie dają pobory to oszuści i naciągacze marnują ludziom czas.
Znowu niektórzy w ciagu dwóch dni przesyłają 5 umów ,gdzie w pierwszej było 24euro/h i to netto a w ostatniej
8 euro/ brutto niezłe cwaniaki i jeszcze dokładają za niedotrzymanie umowy karę w wysokości 500euro.
U innych znów masz być elektrykiem z znajomoscią elektroniki, hydraulikiem i spawaczem i biegle znać angielski.
Znów inni dzwonią po klikanaście razy przeprowadzają rozmowy i testy na angielski i po stwierdzeniu iż nadajesz się nie odzywają się wcale .
Jak również niektórzy już kupują nawet ubrania robocze na twój rozmiar i bukują bilety lotnicze i raptem cisza nawet żadnego telefonu czy informacji e-mail iż przepraszam nic nie wyszło proszę czekać lub nie.
Niewiem o co chodzi ale myślę iż niektórym ludziom trochę poprzewracało się w głowach .
Jak można tak traktować innych jest to krótko mówiąc HAMSTWO.
Proszę wszystkich o ostrożność w rozmowach i wyjazdach po to dla nas są koszty .
Życzę wszystkim Powodzenia
Gość: Radek
2006-10-07 00:00
Re:Praca za granicą
Uwaga :
Do wszystkich którzy poszukują pracy zagranicą .
Poszukuję pracy około 1,5 roku ,oczywiscie za granicą.
Byłem na kilkunastu rozmowach niby kwalifikacyjnych.
Odbywa się to mianowicie dają ogłoszenie w internecie .
W tym ogłoszeniu rewelacja prawie złote góry ,natomiast na rozmowie na którą zjeżdżają ludzie z całej polski wychodzi szydło z worka.
Dają marne 3000 zł które są możliwe w polsce przy dłuższej pracy jak 8 godzin.
Zamiast napisać odrazu jakie dają pobory to oszuści i naciągacze marnują ludziom czas.
Znowu niektórzy w ciagu dwóch dni przesyłają 5 umów ,gdzie w pierwszej było 24euro/h i to netto a w ostatniej
8 euro/ brutto niezłe cwaniaki i jeszcze dokładają za niedotrzymanie umowy karę w wysokości 500euro.
U innych znów masz być elektrykiem z znajomoscią elektroniki, hydraulikiem i spawaczem i biegle znać angielski.
Znów inni dzwonią po klikanaście razy przeprowadzają rozmowy i testy na angielski i po stwierdzeniu iż nadajesz się nie odzywają się wcale .
Jak również niektórzy już kupują nawet ubrania robocze na twój rozmiar i bukują bilety lotnicze i raptem cisza nawet żadnego telefonu czy informacji e-mail iż przepraszam nic nie wyszło proszę czekać lub nie.
Niewiem o co chodzi ale myślę iż niektórym ludziom trochę poprzewracało się w głowach .
Jak można tak traktować innych jest to krótko mówiąc HAMSTWO.
Proszę wszystkich o ostrożność w rozmowach i wyjazdach po to dla nas są koszty .
Życzę wszystkim Powodzenia

Jak ktos jest dobry to go biora od razu. Tak bylo ze mna i to jeszcze przed UE. Podstawa to b.dobra znajomosc angielskiego. Bez tego ani rusz i mozna zapomniec o wiecej niz minimalne 8E/godzine. I chocby Pan mial najlepsze szkoly i super doswiadczenie to bez jezyka mozna co najwyzej zasuwac na budowie albo pracowac w barze. Praca jako inzynier wymaga baaaardzo dobrej znajomosci jezyka i to technicznego, ktorego nigdzie nie ucza.
Wszystkie firmy, ktore robia rekrutacje dzialaja na tej samej zasadzie. Najpierw maja zgloszenie od firm miejscowych, zbieraja to do kupy az sie zrobi z 30 miejsc pracy i jada do Polski na 2-3 dni na rozmowy. I co sie okazuje? Ze z 10% kandydatow sie nadaje - reszta nie zna jezyka i to jest JEDYNA i GLOWNA przyczyna. Ci, ktorzy w oczach rekruterow sa w tych 10% musza jeszcze przejsc weryfikacje w docelowej firmie. I tam tez moga np. nie podpasowac profilem zawodowym lub miec za malo doswiadczenia. I z tych 10% nastepny odsetek nie przechodzi dalej. Potem jest jeszcze rozmowa w konkretnej firmie i decyzja w max 1 tydzien (a najczesciej jeszcze tego samego dnia) na tak lub nie. Zwrot kosztow dojazdow na rozmowy jest w firmach zachodnich standardem i nalezy sie o to po prostu zapytac. A jak ktos po standardowym "zadzwonimy do Pana, odezwiemy sie w ciagu tygodnia" kupuje juz ciuchy i bilety to ma nie tylko problem z jezykiem ale i chyba z glowa i sam jest sobie winien.
Gość: janek_
2006-10-08 00:00
Re:Praca za granicą
Jak wyglada sprawdzanie znajomosci jezyka?, tylko rozmowa czy takze jakies tlumaczenia tekstow? moglbys dokladnie opisac jak bylo w Twoim przypadku?
Gość: Radek
2006-10-09 00:00
Re:Praca za granicą
Tylko rozmowa, zadnych testow.
Gość: Fryderyk
2006-10-09 00:00
Re:Praca za granicą
Odpowiedź do Radka
Większość fachowców którzy naprawdę znają się na robocie języka nie znają bo znają się na robocie a nie na gadaniu.
I takie pisanie ze jak ktoś jest dobry to go biorą od razu jest nie na miejscu.
Ponieważ większość inżynierów którzy nie mają praktyki zawodowej na budowie to mogą się uczyć roboty od fizycznego.
Bo wielokrotnie! nie tylko ja ale przyznają i inni że projekty są do niczego oczywiście u nas w Polsce .I trzeba je poprawiać .
I Panie Radku ja już na eksporcie byłem i takich tłumaczy którzy na robocie się nie znają a mają papiery wielokrotnie zastępuje brygadzista .
A testy przez telefon dotyczyły opisu swojej osoby i pracy.
Pozdrawiam
Gość: Radek
2006-10-09 00:00
Re:Praca za granicą
Moze sie nie zrozumielismy. Mowiac "Jak ktos jest dobry to go biora od razu" mialem na mysli "Jak ktos jest dobry i zna plynnie jezyk to go biora od razu". Poza tym nie jestem brygadzista ani fizolem. Swojej "roboty" uczylem sie na studiach. Jezykow duzo wczesniej bo juz od podstawowki i cala srednia. Wiedzialem, ze mi sie przyda niezaleznie od tego czy bede malowal obrazy czy budowal promy kosmiczne. Nie zmienia to faktu, ze zeby byc kims wiecej niz fizolem na zachodzie to jezyk trzeba znac. A zeby wiedziec, czy ktos umie tylko opowiadac ladne bajki na rozmowie wystarczy zadac mu kilka fachowych pytan i juz wiadomo czy koles ma pojecie o robocie czy to co napisal w cv to sciema.
Specyfika projektow na zachodzie jest inna niz w Polsce. Tutaj np. robiac wentylacje pokazuje sie tylko na rysunkach ktoredy beda leciec kanaly. Dokladne wymiary i ilosc materialu okresla sobie wykonawaca a nie projektant. A to, ze na budowie zawsze zdarzaja sie male roznice w stosunku do tego co na projekcie to jest standard od Alaski po Sydney i od Tokyo po Rio wiec Ameryki Pan nie odkrywa, ze czasami brygadzista podejmuje decyzje za projektanta.
Gość: Fryderyk
2006-10-09 00:00
Re:Praca za granicą
Niestety nieraz fizol ma wiecej oleju w głowie jak uczony.
A projekty na zachodzie są w 90% bez poprawek .
A jeżeli ktoś zna język biegle to nie musi szukać pracy za granicą w zależności ile kto chce zarobić.
Z twoich tekstów wynika iż ludzi traktujesz z góry a to nie dobrze.
Gratuluję Ci iż uczyłeś się języków obcych i biegle rozmawiasz .
Dlatego też życzę Ci wszystkiego najlepszego i sukcesów w pracy.
Pozdrawiam.
Gość: marekk
2007-11-22 00:00
Re:Praca za granicą
Niestety okazuje sie, ze za granica jest duzo latwiej pracownikom fizycznym. Moj kuzyn w Polsce pracowal w firmie zajmujacej sie ochrona www.prof-us.com.pl, dzieki temu potrzebne mu bylo tylko kilka dni, zeby za granica znalezc prace w takich branzach jak ochrona, czy sprzątanie.
Gość: Agnieszka
2007-11-22 00:00
Re:Praca za granicą
Moze sie nie zrozumielismy. Mowiac Jak ktos jest dobry to go biora od razu mialem na mysli Jak ktos jest dobry i zna plynnie jezyk to go biora od razu. Poza tym nie jestem brygadzista ani fizolem. Swojej roboty uczylem sie na studiach. Jezykow duzo wczesniej bo juz od podstawowki i cala srednia. Wiedzialem, ze mi sie przyda niezaleznie od tego czy bede malowal obrazy czy budowal promy kosmiczne. Nie zmienia to faktu, ze zeby byc kims wiecej niz fizolem na zachodzie to jezyk trzeba znac. A zeby wiedziec, czy ktos umie tylko opowiadac ladne bajki na rozmowie wystarczy zadac mu kilka fachowych pytan i juz wiadomo czy koles ma pojecie o robocie czy to co napisal w cv to sciema.
Specyfika projektow na zachodzie jest inna niz w Polsce. Tutaj np. robiac wentylacje pokazuje sie tylko na rysunkach ktoredy beda leciec kanaly. Dokladne wymiary i ilosc materialu okresla sobie wykonawaca a nie projektant. A to, ze na budowie zawsze zdarzaja sie male roznice w stosunku do tego co na projekcie to jest standard od Alaski po Sydney i od Tokyo po Rio wiec Ameryki Pan nie odkrywa, ze czasami brygadzista podejmuje decyzje za projektanta.
Radek...ja tez pracuje na zachodzie, znam biegle angielski i dobrze niemiecki, pracujemy nad ogromnymi projektami na calym swiecie i musze cie rozczarowac ale wszedzie zdazaja sie pomylki, nie tylko w Polsce. Wiec sie troche uspokoj kolego , bo nie jestes najlepszy na swiecie i nie tylko ty jeden znasz obce jezyki!! Pociesze cie, ze zapewne jestem duzo mlodsza od Ciebie (mam 26 lat) i pewna jestem ze projektuje conajmniej tak samo dobrze jak Ty!! Pozdrawiam
Gość: mj
2007-12-09 00:00
Re:Praca za granicą
Tutaj np. robiac wentylacje pokazuje sie tylko na rysunkach ktoredy beda leciec kanaly. Dokladne wymiary i ilosc materialu okresla sobie wykonawaca a nie projektant.
co za bzdura......